Stało się to 23 czerwca 2007 roku, zamieszanie od
rana, urywające się
telefony, podekscytowanie i bałagan dookoła.
Najbardziej stresująca miała być przysięga - czy się
nie zająkniemy czy się uda ładnie powiedzieć... a
potem – taniec! Bo podobno jaki taniec, takie całe
życie! Nasza pani fotograf towarzyszyła nam od
wejścia do kościoła do godziny 17. Mieliśmy sesje na
zameczku w Pławniowicach, pogoda była w sam raz -
ani za zimno ani za ciepło. Myślę ze dzięki temu, że
zdjęcia były robione tak dyskretnie i tak
niezauważenie wyszliśmy na nich naturalnie - a nie
każdy potrafi zrobić takie ujęcia!
Myślę, że byliśmy wyluzowani, bo z fotografką udało
nam się nawiązać przyjacielski stosunek, po prostu
wszyscy dobrze się bawiliśmy na tej sesji. Nie
jestem pewna co do fotografa - bo to przecież ciężka
praca taka sesja, trzeba uważać na światło, trzeba
tak współpracować z parą, żeby było chociaż parę
fajnych ujęć - ale sprawiał wrażenie, że się bawi
również z nami. Myślę, ze pozwoliła nam ta sesja
trochę odreagować, zapomnieć, że po powrocie na salę
znowu będziemy Parą numer jeden i wszyscy będą się
na nas patrzeć - a to przecież stresujące!
Dziękujemy, że pomogła nam Pani milo spędzić ten
Najpiękniejszy Dzień w Naszym Życiu (jak na razie)!
Dziękujemy za piękną pamiątkę jaką są wspaniałe
zdjęcia do których wracamy przynajmniej dwa razy w
miesiącu!
Dziękujemy i szczerze polecamy naszą Panią fotograf
wszystkim znajomym którzy chcą bezstresowo i z
uśmiechem spędzić TEN Dzień!!